A wieczorem, żeby tata i wujek porządnie wywietrzyli wodę morską i plankton z nosa i z uszów poszliśmy na piwko na koc. Wiało tak, że nie za bardzo dało się wysiedzieć, więc ewakuowałem się z tatą na huśtawkę. Niestety wiatr wywiał nie plankton, a mamę, która była pewna, że irlandzka pogoda nie da jej rady. Ale może to te trzy nieprzespane noce pod rząd też zrobiły swoje. Ja nie narzekam, mama cały czas leży i mogę sobie jeść kiedy tylko mi się zamarzy i śpimy razem też w dzień i się przytulamy.
4 komentarze:
No i znów Antoś bawi się w plenerze, i choć wiatr wieje, daje sobie dzielnie radę. A w nagrodę będzie się mógł poprzytulać do mamy, odrabiając zaległości będące konsekwencją przeróbki łóżeczka:)
ale piwko mu sie wyraznie podoba***
Bardzo kochany ten Antoś :)
Antosiu jak będziesz już duży i pełnoletni to ciocia Natalka Cie nauczy na prawdę pic piwo. Póki co pozdrawiam Słodziaka:)
ale przystojniacy na ostatnim zdjęciu.....och....to nurkowanie rzeźbi tak sylwetkę...:-)))rewelacja
Prześlij komentarz