Wczoraj jak byliśmy w katedrze to babcia poszła mi kupić książkę:
A ja zostałem w wózku i patrzyłem na ślicznego labradora, szczeniaka, który podszedł do mnie i polizał mnie w paluszki. Trochę się wystraszyłem i rozpłakałem się na całą katedrę, a pamiętacie jak ona wygląda? Mała nie jest :) Biedny piesek, wystraszył się tak jak ja, a jego Pani jeszcze bardziej i przepraszała mamę. Taki bejdok ze mnie.
4 komentarze:
Śliczna książeczka, a oswojeniem z pieskami zajmiemy się na wakacjach w sączu z Frodzikiem i Lilą :)
Ale jestem bojąca Kaśka, Tata musi mnie gdzieś wysłać na zimny wychów, żebym wyrósł na prawdziwego mężczyzne, Nocna Straż, Szaolin, albo cuś
Na razie Antosiu oswajaj baranka od Miłci ;)
Mnie się wydaje, że Antoś nie płakał ze strachu, a tylko dlatego, że nie życzył sobie takiej poufałości ze strony zwierzaka, i ponadto wiadomo, że labradory mają języki szorstkie jak papier ścierny:)
Prześlij komentarz