poniedziałek, 5 maja 2014

Przygoda w katedrze

Wczoraj jak byliśmy w katedrze to babcia poszła mi kupić książkę:


A ja zostałem w wózku i patrzyłem na ślicznego labradora, szczeniaka, który podszedł do mnie i polizał mnie w paluszki. Trochę się wystraszyłem i rozpłakałem się na całą katedrę, a pamiętacie jak ona wygląda? Mała nie jest :)  Biedny piesek, wystraszył się tak jak ja, a jego Pani jeszcze bardziej i przepraszała mamę. Taki bejdok ze mnie.


4 komentarze:

Miłcia pisze...

Śliczna książeczka, a oswojeniem z pieskami zajmiemy się na wakacjach w sączu z Frodzikiem i Lilą :)

Unknown pisze...

Ale jestem bojąca Kaśka, Tata musi mnie gdzieś wysłać na zimny wychów, żebym wyrósł na prawdziwego mężczyzne, Nocna Straż, Szaolin, albo cuś

Miłcia pisze...

Na razie Antosiu oswajaj baranka od Miłci ;)

TONY pisze...

Mnie się wydaje, że Antoś nie płakał ze strachu, a tylko dlatego, że nie życzył sobie takiej poufałości ze strony zwierzaka, i ponadto wiadomo, że labradory mają języki szorstkie jak papier ścierny:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...