Jednak coś poszło nie tak... Po godzinie jeżdżenia po okolicy, pytania tubylców, szukania map w komórce, zaliczeniu cmentarza, okolicznego jeziora, bagien i po włączeniu pary rowerzystów w poszukiwania, nasze nadzieje na odnalezienie zamku spadły do zera. I już, gdy mieliśmy pakować się do samochodu i wracać do domu zza cmentarnego wzgórza wyłoniły się ruiny zamku. Zamku widmo.
Prezentował się pięknie! Kolejne pół godziny zajęło nam odnalezienie ścieżki, która do niego prowadzi. I za przeproszeniem kupa. Zamek pozostał niezdobyty, bo ścieżki nie było...
Ja za bardzo się tym nie przejąłem, bo bardziej niż zamek zainteresował mnie łabędź. Ale mama się wkurzyła, bo wyprawa do ruin to był jej pomysł. A planowanie wycieczek to jej konik, haha.
3 komentarze:
Mamy taki cichy plan jeszcze zdobyć ten zamek, przy następnych odwiedzinach i bardziej skupić się na uroczych zabytkowych domkach w okolicy bo zamek jest już namierzony ;)
Co prawda komentarz Miłci został zamieszczony w Prima Aprilis, ale mimo to przyjmuję jego treść w dobrej wierze. Proszę tylko o ostrożność przy zdobywaniu zamku (w zadnym wypadku nie robić tego w nocy!), bo może tam mieszkać biała dama albo czarny rycerz:-). Moim zdaniem warto byłoby się skupić na przykład na pubach...
Ha,ha dzięki za dobrą radę,i na paby znajdziemy czas i na odkrywanie nowych tajemniczych zabytkowych budowli - mam takę nadzieję.Tak jak to Ilonka z Antosiem odkryli nowe ruiny niedaleko domu w żonkilowym polu ;)Pozdrawiam :)
Prześlij komentarz