Po porannej kawusi, pojechaliśmy na wycieczkę. W planach była Connemara, ale po drodze zrewidowaliśmy plany i zatrzymaliśmy się w pobliskim zamku. Zamek niestety był w trakcie malowania (:), ale przynajmniej udało się obejrzeć go z zewnątrz.
Potem pojechaliśmy na obiad do restauracji z owocami morza i to była moja pierwsza wizyta w restauracji, której nie przespałem. Byłem cały czas bardzo grzeczny, nawet dostałem trochę ziemniaków i puree z marchewki od mamy.
Tutaj zamawiam tacie piwko przy barze:
A po obiedzie spalamy kalorie spacerem (do auta hehe).
Ogólnie wszystko super i jedzenie smaczne, ale te krzesełka dziecięce troche za niskie mają...
2 komentarze:
Jak dzieci ślicznie i radośnie się bawią! Fajna wycieczka, a główny punkt programu - obiad w restauracji serwującej seafood - wygląda imponująco. Ten kochany ludzik w zielonej czapeczce wygląda tak rozkosznie! I w dodatku otrzymał swój własny stolik do jedzenia, o solidnej konstrukcji i podobny do jego własnego domowego, połączonego z huśtawką.
Widać, że Antoś sie bardzo dobrze czuje w restauracji.Tak mi sie wydaje, że to krzesełko dlatego niskie, żeby dzieci nie widziały co jedzą i piją rodzice...haha
Prześlij komentarz