Nie byłbym sobą, gdybym w tej malowniczej scenerii nie zrobił sobie przerwy na małe co nieco :)
W końcu niewielu może pozwolić sobie, żeby zjeść obiad z takim widokiem:
Od razu lepiej :)
W sumie zrobiliśmy jakieś dwa kilometry, więc jak na pierwszy spacer w nosidełku, całkiem nieźle.
Potem rodzice poszli szukać sarno kozy, a ja czekałem z Miłcią na placu zabaw.
Od tego spacrowania znów zgłodniałem, więc skoczyliśmy zaraz przy wyjściu z parku do knajpki na zupkę. Każdy miał swoją, dorośli chowder, niemowlaki zupę jarzynową. Wszyscy byli szczęśliwi, ale ja najbardziej, bo mój fotelik był taki wygodny, że siedziałem bardzo grzecznie rozrabiając (chyba mi wyszedł oksymoron;)
W drodze powrotnej, zaliczyliśmy kilka punktów widokowych. Jednak znudzony kłótnią rodziców (mama twierdziła, że w trawie w parku siedziała koza, tata, że sarna) zasnąłem tak mocno, że widoczki mogę sobie teraz oglądać na zdjęciach.
4 komentarze:
Piękna wycieczka, relaks,smaczne jedzonko i piweczko, pogoda też sprzyjała. Antośia smoczek przypięty wygląda jak medal.I jak zwykle Antos bardzo radosny i towarzyski.On chyba lubi takie wyjazdy.Pozdrowienia dla babci Miłci:-) miłego pobytu.
Piękne zdjęcia, piękne widoki, urozmaicone zajęcia. Tylko pozazdrościć! A babcia Miłcia szybko się zaaklimatyzowała; wygląda jak rodowita Irlandka:-); serdecznie ją pozdrawiam. Ten oksymoron Antosia to polegał pewnie na "wymownym milczeniu"? Ciekawe, jak smakowała zupka rybna (a może skorupiakowa?), czyli chowder? Antoś miał rewelacyjne krzesełko w restauracji, pozwalające mu na sięganie po rzeczy na stole. No i wycieczka wyraźnie mu służyła, patrząc na końcowe zdjęcie, to w foteliku samochodowym:-). Co za kochany brzdąc!
Antoś jesteś mistrzem w robieniu cudownych minek:-)
Obiad z widokiem he he he :D
Prześlij komentarz