niedziela, 23 marca 2014

Connemara i kozo-sarna

I zaczęło się znowu :) Babcia Miłcia przyjechała, więc intensywnie spędzamy weekend. Dziś pojechaliśmy do Narodowego Parku w Connemarze. Świeciło słoneczko, nie wiało i do parku narodowego jest tylko godzinka (nam zajęło trochę dłużej, bo mama jechała 40km/h...) więc drogę przeznaczyłem na drzemkę. Na miejscu rodzice zapakowali mnie w nosidełko i wyruszyliśmy w góry! Góry trochę inne niż u nas, bo drzew tam za bardzo nie mają. Ale za to mają widoki: morze, wyspy, góry i chmury. Wszystko bardzo interesujące dla ośmiomiesięczniaka.



Nie byłbym sobą, gdybym w tej malowniczej scenerii nie zrobił sobie przerwy na małe co nieco :)


W końcu niewielu może pozwolić sobie, żeby zjeść obiad z takim widokiem:


Od razu lepiej :)


W sumie zrobiliśmy jakieś dwa kilometry, więc jak na pierwszy spacer w nosidełku, całkiem nieźle.




Potem rodzice poszli szukać sarno kozy, a ja czekałem z Miłcią na placu zabaw.


Od tego spacrowania znów zgłodniałem, więc skoczyliśmy zaraz przy wyjściu z parku do knajpki na zupkę. Każdy miał swoją, dorośli chowder, niemowlaki zupę jarzynową. Wszyscy byli szczęśliwi, ale ja najbardziej, bo mój fotelik był taki wygodny, że siedziałem bardzo grzecznie rozrabiając (chyba mi wyszedł oksymoron;)







W drodze powrotnej, zaliczyliśmy kilka punktów widokowych. Jednak znudzony kłótnią rodziców (mama twierdziła, że w trawie w parku siedziała koza, tata, że sarna) zasnąłem tak mocno, że widoczki mogę sobie teraz oglądać na zdjęciach.







4 komentarze:

IRENKA pisze...

Piękna wycieczka, relaks,smaczne jedzonko i piweczko, pogoda też sprzyjała. Antośia smoczek przypięty wygląda jak medal.I jak zwykle Antos bardzo radosny i towarzyski.On chyba lubi takie wyjazdy.Pozdrowienia dla babci Miłci:-) miłego pobytu.

TONY pisze...

Piękne zdjęcia, piękne widoki, urozmaicone zajęcia. Tylko pozazdrościć! A babcia Miłcia szybko się zaaklimatyzowała; wygląda jak rodowita Irlandka:-); serdecznie ją pozdrawiam. Ten oksymoron Antosia to polegał pewnie na "wymownym milczeniu"? Ciekawe, jak smakowała zupka rybna (a może skorupiakowa?), czyli chowder? Antoś miał rewelacyjne krzesełko w restauracji, pozwalające mu na sięganie po rzeczy na stole. No i wycieczka wyraźnie mu służyła, patrząc na końcowe zdjęcie, to w foteliku samochodowym:-). Co za kochany brzdąc!

IRENKA pisze...

Antoś jesteś mistrzem w robieniu cudownych minek:-)

Unknown pisze...

Obiad z widokiem he he he :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...