niedziela, 19 kwietnia 2015

Weekend - szpital, Hania, rajska plaża

Jak to się mówi: gdyby kózka nie skakała? No to skakała i coś sobie zrobiła w nóżkę tak, że nie mogła na nią stanąć. Tak zaczął się nasz weekend. Było już późno w piątek, ale rodzice nie chcieli mnie wieczorem po szpitalu targać, więc poszedłem spać. Rano nadal nóżka bolała więc weekend zamiast wyprawy na plażę zaczął się od wyprawy do szpitala.
W nosidełku u mamy dzielnie znosiłem oczekiwanie na lekarza na izbie przyjęć. Widziałem karetki na sygnale, które przywoziły kolejnych pacjentów. Dopiero po godzinie wezwali nas do "kącika" gdzie przyjmowane są dzieci i tam czekaliśmy dalej. Na szczęście nie byłem sam, był ze mną pięcioletni Brian z rozciętą i zakrwawioną buzią. Bawiliśmy się grzecznie, a ja zafascynowany nowymi zabawkami i nowym kolegą w międzyczasie zacząłem znowu stawać na nóżkę.
Po trzech godzinach nasze mamy stwierdziły, że wyleczymy się zanim ktoś nas zobaczy... I faktycznie jak przyszedł pan doktor ja już byłem w stanie chodzić (a pielęgniarka powiedziała, że Briana i tak raczej nie będą zszywać ani kleić, bo zbyt wilgotno w buzi i szwy by się rozjechały). Ale że troszkę kulałem to do piątku mam być pod obserwają rodziców i jak się nie poprawi to mam wizytę umówioną i będzie rentgen, chociaż dziś już wiemy, że raczej naświetlanie będzie zbędne. Doktor wymacał i wybadał nóżkę na dziesiątą stronę i nie znalazł nic podejrzanego, więc jest to prawdpodobnie naciągnięty miesień, który doktor kazał rozgrzać i rozruszać. Z tym akurat nie będzie problemu doktorku :)

Wróciłem do domu i spałem wyczerpany trzy godziny. Ładowałem baterie, bo po drzemce czekała na mnie niespodzianka. Poszliśmy do cioci Anety i wujka Łukasza (Ci od fajnego ogrodu:) i tam była 18to miesięczna Hania. Jak ją zobaczyłem uśmiechnąłem się na dwie dziurki, zerwałem stokrotkę z trawnika i jej podarowałem. Potem bawiliśmy się razem w ogrodzie w barmanów (podawaliśmy dorosłym piwa z wiaderka z wodą) i było ekstra. Hania jest tu z wizytą na dwa tygodnie, więc mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.

W niedzielę, żeby odbić sobie sobotnie stresy pojechaliśmy się zrelaksować na plażę w Connemarze. Było tak jak widać na zdjęciach. Wszyscy się relaksowali: ja bawiąc się w piasku, tata nurkował, mama mogła wreszcie usiąć na tyłku i nic nie robić co ją bardzo cieszyło.
Na koniec zjedliśmy obiad w barze z widokiem na zatoczkę i piękne góry i wróciliśmy do Galway.

W domu najadłem się rosołu, zrobiłem kupę do wanny i zasnąłem zanim mama skończyła śpiewać aaa kotki dwa. Dużo przygód jak na dwa dni, więc jutro z mamą wracamy do naszej rutynki: sprzątanie, zakupy, gotowanie i zabawa autkami. Pa!

ps. Czy Wam też ciężko uwierzyć w to, że plaża na zdjęciach znajduje się w Irlandii? Rodzice nadal nie mogą wyjść z podziwu. Szkoda tylko, że ponad godzinę drogi od nas... Ale na pewno Was tam zabierzemy!
ps. wybaczcie, że tak dużo zdjęć, ale nie wiedzieliśmy, które wybrać:)





























3 komentarze:

IRENKA pisze...

O kurcze Antoś miałeś kontuzję...zdarza się zdarza przy takim bieganiu.Dobrze, że to tylko naciągnięcie mięśnia..oby.
Wizyta u Hani była bardzo pomocna bo zapomniałeś o bólu i biegałeś po plaży tak jakby się nic nie stało, super, że przechodzi.Rajska plaża w Connemarze pozazdrościć, pięknie słonecznie,Tata nurkuje w profesjonalnym kombinezonie.Nie brakuje też zabawy w piasku z tatą i mamą....super.
A u nas Antosiu pada deszcz, sypie śnieg, śnieg z deszczem i zimno i tak ma być do niedzieli.....buziaczki:D

TONY pisze...

Antoś, biedactwo kochane, jesteś kontuzjowany? Całe szczęście, że nie wygląda to na nic groźnego, bo skoro coraz lepiej Ci się chodzi, to pewnie musiało to być tylko niewielkie, ale bolesne stłuczenie albo naciągnięcie mięśnia. Współczuję Ci i rodzicom stresu z tym związanego i długiego czekania w kolejkach do lekarzy, chociaż i tam potrafiliście sobie dobrze dać radę:-).
Jesteś Antoś prawdziwym dżentelmenem, bo zerwałeś i podarowałeś kwiatek swojej (prawie) rówieśniczce Ani. Umiesz podrywać dziewczyny!:-)
Czy ta plaża w Connemarze to jest w pobliżu parku narodowego o tej samej nazwie? Jest piękna i przypomina nawet sopocką plażę ze względu na kolor i dużą ilość piasku. I chociaż jest to północny Atlantyk, to wiosna tam jest bardziej zaawansowana niż u nas na południu Polski. Nigdy byśmy nie przypuszczali, że zwłaszcza o tej porze roku w Irlandii może być tak pięknie. Wspaniale wyglądacie na zdjęciach, bezchmurne słoneczne niebo, Wy boso w krótkich spodenkach i rękawkach bawicie się na piasku, tata nurkuje, lazurowe wody oceanu, wiatr włosy rozwiewa... To bardzo dobrze, że daliście więcej zdjęć, szkoda by było pominąć któregokolwiek z nich. Życzę Wam częstszych pobytów tam w takich warunkach. Ucałowania,

marishku pisze...

Oh my goodness jak to mawia Fela! Przepiękna ta plaża, wygląda co najmniej jak Bora - Bora. Nie jesteśmy pewni z Marcinem, ale chyba kiedyś przypadkiem tam trafiliśmy (podczas naszej 2 dniowej podróży poślubnej)
W każdym razie przy najblizszej okazji i sprzyjających warunkach koniecznie jedziemy tam na piknik.
Buziaki w chorą nóżkę:*

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...