piątek, 10 kwietnia 2015

Pipi Pończoszanka i irlandzkie "lato"

Pamiętacie jaką zabawę miała Pipi? Chodziło o to, żeby poruszać się po pokoju nie dotykając podłogi. Moja mama jak była mama bawiła się w to z ciocią Edytą, a skończyło się na pękniętej szklanej ławie. Nie wiadomo skąd nagle ja zacząłem się bawić w to samo. O kilka lat za wcześnie i rodzice mają teraz ze mną utrapienie...

Jak mama poszła na zakupy i zostałem z tatą to zabierałem się za stolik z telewizorem. Jak wróciła to jadłem kolację na regale KLIK. Ale to jeszcze nic... w trakcie tego tańczyłem! A najgorsze jest to, że zacząłem wdrapywać się na sedes. Przez kilka dni wymyśliłem sobie taką zabawę, że naśladuję jak tata robi kupę :) siedziałem na kibelku (zamkniętym) i robiłem eee eee (nie cieszcie się za wcześnie, ja nadal preferuję kupę robić w biegu). Ale dziś jak mama nalewała wodę do wanny na kibelku stanąłem i to nie było już w ogóle śmieszne (dla niej, bo dla mnie bardzo).
Rodzice właśnie się zastanawiają jak to ugryźć, bo tłumaczenie i ściąganie mnie z mebli przynosi dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego...

To tak tylko słowem wstępu jako usprawiedliwienie na to, że na jutubie nie ma żadnych nowych filmików. Po prostu nie da się ich zrobić, obydwie ręcę mamy cały czas zajęte, a taty podejście do robienia filmików znacie (zrobił ok. 9 z 900 :)

Po tygodniu "lata", właśnie zaczęło lać. Wiadomo, zaczął się weekend i mieliśmy plany na wycieczkę, to pogoda się zepsuła akurat dziś. Na szczęście wczoraj jak tylko mama dowiedziała się, że tata jedzie grać w piłkę po pracy w pobliżu plaży, ekspresowało mnie ubrała, spakowała i władowała do auta jak tata przyjechał się przebrać przed graniem. Udało nam się spędzić godzinę w super słońcu i wygrzać się, bo nie było wiatru. Nawet dziś mamy lekką opaleniznę. Porzucałem kamieniami, pogrzebałem w piachu, goniłem psy, ptaki, oglądałem inne dzieci, a przede wszystkim przeszedłem olbrzymią plażę dwa razy tam i z powrotem (większość na własnych nogach, tylko trochę na rękach mamy), bo był odpływ i tyle ciekawych rzeczy można było znaleźć na dnie morza.

W ogóle śmieszne jest to, że od razu można rozpoznać kto jest prawdziwym Irlandczykiem, a kto nie. Otóż dla Irlandczyków właśnie nastało lato (16stopni, słońce, wiatr umiarkowany). Więc jeśli ktoś w tym tygodniu chodził w japonkach, letnich sukienkach, jadł lody, kąpał się w oceanie (nawet moi rówieśnicy się moczyli, mama miała aż ciary na plecach) i ogólnie był częściwo roznegliżowany to jest Irlandczykiem. Jeśli ktoś nosił w tym tygodniu swetry, kurtki zimowe lub przeciwwiatrowe to nim nie jest. Proste :)

A co u mnie? Z utęsknieniem czekam na powrót Milo z Lazurowego Wybrzeża. Miał być w środę, ale zastrajkowali kontrolerzy ruchu lotniczego we Francji i będzie dopiero w niedzielę. Chcę mu pokazać zabawki od Feli i autobus od mamy a najbardziej chcę zobaczyć jak chodzi, bo nauczył się w międzyczasie. Już nie mogę się doczekać wspólnych spacerów na place zabaw i do biblioteki na czytanie ksiązek i śpiewanie. Ostatnio jak byliśmy to trochę się przestraszyliśmy jak inne dzieci zaczęły krzyczeć i śpiewać :)
Przez pierwszy tydzień pokazywałem za każym razem na drzwi Włochów i mówiłem Lilo Lilo. Teraz przestałem, bo straciłem nadzieję i to jest smutne, więc mama mi codziennie przypomina, że mój kumpel wróci już niedługo.

Poza tym umiem nazywać już każde zwierzątko dwoma sylabami w swoim własnym języku oczywiście (a nie tylko ich odgłosy). Niektóre słówka mi się mylą i wtedy jestem śmieszny, na przykład jak mama mówi kredka to ja mówię ejo ejo :)
Nie lubię jak mama się przy mnie uczy, więc jak tylko zabiera się za książki od razu lądują one na podłodze. Nie lubię jak tata przy mnie gra i odciągam go od komputera udając, że coś ciekawego pojawiło się za oknem. No i nie lubię jak nie chcą mi non stop puszczać moich ulubionych bajek na jutubie: Traktora Toma i Pszczółki Mai.

Lubię za to co wieczór czytać z rodzicami "Miasteczko Mamoko", moją ukochaną książkę. Najpierw była "Dawno temu w Mamoko" od cioci Monisi, a teraz w Warszawie mama dokupiła kolejne części. Ostatnio najbardziej lubię szukać detektywa KLIK, nogę i samolot. Żyrafa myli mi się z zebrą i bardzo przeżywam pieska, który zranił łapkę i płacze. Już niedługo opowiem Wam ją osobiście i zobaczycie jak pięknie odgrywam scenę płaczu :)

Ponieważ nie udało się zrobić dziś zdjęc (z braku czasu i z braku wolnych rąk) dodajemy tylko zdjęcie mojego zestawu na lato. Jutro dostaniecie focie ze mną w zestawie. Dostałem jeszcze dzinsy, ale niestety szelek nie mieli w tym sklepie zwanym penisem,więc muszę chyba nadrobić znów masę, bo moje ciałko przechodzi metamorfozę, z cherubinka zamieniam się w Apolla hehe, więc gacie lecą z tyłka mimo dużego bębenka.

A na koniec konkurs: na talerzu znajdują się 3 produkty, które lubię, 3 których nie wezmę do ust. Humusa możemy wykluczyć, bo jedyne co mogę z nim zrobić to pogrzebać w nim palcem i rozsmarować po najblizszej powierzchni (czyt. mama). Dla większości będzie to konkurs łatwiutki, izi pizi jak się to mówi, ale dla innych może być wyzwaniem. Dla zwycięzcy nagroda do odebrania osobiście w Sączu :)




7 komentarzy:

marishku pisze...

Mama Antka chce karmic jakimis roslinami jak on wlasnie zaczął kotlet wcinać!!

IRENKA pisze...

Ja myślę, że Antoś nie lubi:oliwki,pietruszki,pomidora?:-)
Ale ja ten zestaw uwielbiam***

TONY pisze...

Antoś, jak to dobrze, że tak obszernie opisałeś swoje przygody (wiedz, że nie tylko Twoja mama lubi czytać komentarze; ja Twoje opowiadania także bardzo lubię i chcę, żeby były jak najdłuższe). Z tym Twoim wychodzeniem na różne przedmioty to rzeczywiście jest problem... A zestaw na lato (czapeczka z budzącymi respekt falami, okularki przeciwsłoneczne) masz zabójczy, żadna koleżanka Ci się nie oprze:-). Co do produktów, których nie lubisz, to mi się wydaje, że to są oliwki, rabarbar (jeśli tam jest) i pietruszka. Ale głowy nie dam:-).

TONY pisze...

Antoś, mam jeszcze jedną sprawę, o której zapomniałem napisać wcześniej. Chodzi mi o to, żebyś nie zabierał mamie książek, jak się uczy do bardzo trudnego egzaminu, ale tatę odciągaj od komputera jak najczęściej, jak tam gra, i życzę Ci powodzenia w wymyślaniu wszelkich powodów, które byłyby skuteczne w tym względzie:-).

asiek pisze...

to ja z tych ulubionych obstawiam, marchew, seler naciowy i ogorek... :)
i jak, bedzie nagroda? tylko do jakarty poprosze! :)

Unknown pisze...

ciotka obstawia, że nie lubisz: seler naciowy, pietruszka, oliwki. a lubisz resztę, czyli: marchewka, ogórek, pomidory.

mmm ale zjadlabym hummusa razem z tym wszystkim co jest na zdjeciu. wyglada apetycznie :)

Miłcia pisze...

Ale kolorowy talerz :) i zdrowy - już po konkursie niestety - ale smacznego !

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...