niedziela, 13 kwietnia 2014

Weselicho!

Wczoraj z godzinnym (jak zwykle) poślizgiem wyruszyliśmy do oddalonego o 80 km Ennis, gdzie Breda, koleżanka taty z pracy brała ślub. Na miejsce dojechaliśmy spóźnieni pół godziny, bo zgubiliśmy się w jednokierunkowych uliczkach w centrum. W dodatku jak już dojechaliśmy pod katedrę, to okazało się, że miałem mały wypadek po drodze i obsikałem sobie pół spodni. Nie było czasu, żeby mnie przebrać, więc zabrali mnie zawiniętego w koc, bo chcieliśmy zdążyć chociaż na końcówkę ślubu. Jak się okazało w środku, przyszliśmy w sam raz, bo ślub się właśnie zaczynał. Śpiewali pięknie, goście bili brawo młodym, i było bardzo wzruszająco. Śpiewy śpiewami, ale mineło pół godziny i zgłodniałem. Tak bardzo, że mama musiała mnie zabrać do auta i tam nakarmić. Ale za to wróciłem jeszcze bardziej zadowolony. Szczególnie dlatego, że rodzice nosili mnie cały czas na rękach, bo chciałem wszystko zobaczyć. Po prawie dwóch godzinach ślub skończył się i podeszliśmy z rodzicami poznać państwa młodych.
A potem dalszy odcinek podróży, 20 km do hotelu, gdzie czekała nas impreza. Szybkie przebieranie, karmienie i zeszliśmy do baru, gdzie czekaliśmy aż przyjęcie się zacznie. Zaczęło się o 18tej, więc miałem niewiele czasu, żeby poszaleć. Ale udało się. Nie dość, że zrobiłem karierę przy naszym międzynarodowym (polsko-rumuńsko-rosyjsko-irlandzkim) stoliku. To jeszcze byłem zaczepiany przez wiele osób, które zachwycały się moimi oczkami i moją urodą. Nie, że jestem jakiś nieskromny, ale spytajcie rodziców, tak właśnie było!
Niestety jak przyszło do sesji zdjęciowej z parą młodą, jedna z druhen nie spodobała mi się, i rozpłakałem się. Zmęczony już byłem trochę. Musiałem się pożegnać i wróciłem z mamą do pokoju, a tata został nas reprezentować na imprezie.
Pokój był super, taki duży, wyszlalałem się jeszcze na łóżku godzinę. Tym razem kąpiel w umywalce nie była taka przyjemna jak w Zakopcu, bo mieli te nonsensowne angielskie krany, gdzie z jedego kurka leci wrzątek a z drugiego lodowata woda. Szybkie mycie buzi i dupki to wszystko na co mogłem liczyć.
Po wrażeniach całego dnia padnięty byłem, więc w nocy spałem. Ale jak się o 5 przebudziłem i zobaczyłem, że to nie mój pokój, to tak się tym przejąłem, że nie mogłem zasnąć przez godzinę. Potem zacząłem budzić tatę, bo chciałem na śniadanie iść, bo nudziło mi się w tym pokoju.
A na śniadaniu co druga pani podchodziła i mówiła, że jestem: cute, gorgeous, handsome, adorable i beautiful. Mama pękała z dumy a tata tylko odpowiadał: after father (czyli, że piękny, słodki i przystojny po tacie jestem...niby...:). A ja rozglądałem się za tą pięciomiesięczną koleżanką, z którą nie zdążyłem pobawić się na weselu.
Potem szybka sesja przed hotelem, drzemka w aucie. I nareszcie domek i moja ulubiona podłoga :)


Oni jedli steka a ja jagnięcinę :)










Tato wstawaj już, bawimy się!


 



PS. A jeśli jesteście ciekawi jak wygląda Irlandzkie wesele, to jest trochę inaczej niż u nas. Przede wszystkim mniej jedzenia (przystawka, zupa, drugie danie, deser i winko w ramach przyjęcia) a reszta we własnym zakresie (czyli można sobie zamówić w barze i zapłacić:). Dużo przemów (w kościele i na przyjęciu) i dużo tańca. Tata przegapił krojenie tortu, więc nie wiemy czy było, a oczepiny też chyba były, bo mówi, że rzucali coś tam. Oprócz tego straszne pijaństwo i zabawa do rana, ale to już chyba podobnie jak u nas :)

5 komentarzy:

Miłcia pisze...

Ale super wypadzik na weselicho :)) jaka okolica piękna wodospady kaskady panna młoda itd ...

Mama Pacałka pisze...

a nad miasteczkiem cmentarz

IRENKA pisze...

Wesele bardzo eleganckie i wystawne
sala piękna,dziewczyny ładnie ubrane z kapelusikiem na głowach.Pani młoda śliczna, przeżyć co nie miara.Okolice piękne, no i nasz bohater Antoś dzielnie się spisał i takie miał powodzenie, że hej...hotel*****.Być na takim weselu to wielka przyjemność:-)))

Unknown pisze...

Wesele supcio. Ale przeprasza, reklamacja. Prosimy o filmik I ja i ja O, stary farmer na czołówkę. NO! Buziacki

TONY pisze...

Ale fajnie, (prawie) ośmiomiesięczny bobas po weselach chodzi, i to jeszcze międzynarodowych! Będzie mieć bogate CV:))). Mama Ilonka ślicznie ubrana, tata Marcin ze świetnie dobranym krawatem... Eleganckie przyjęcie, super hotel. Podoba mi się ten pomysł z płaceniem za nadmierne objadanie się; to dobry sposób na przeciwdziałanie gromadzeniu kalorii! Angielskie krany w umywalce faktycznie nie dają komfortu, ale Antoś jednak sobie poradził:). Super opis wydarzenia, opracowany na bieżąco; zastanawiam się, w jaki sposób Pacałecek przekonał mamę, żeby mu pomogła przekazać informacje tak natychmiast...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...