wtorek, 29 kwietnia 2014

P(ł)aczałek

Takie to życie męczące, że człowiek czasem przybije gwoździa całkiem niespodziewanie. W nocy nie spałem, bo ten ząb boli, więc w dzień musiałem nadrobić. W ogóle dziś byłem nie w sosie. Wystraszyłem się mew na spacerze, a na widok łabędzia to dostałem takiej histerii, że mama musiała mnie zabrać znad rzeki na rękach. Obok w parku jak usłyszałem te głupie mewy to znów się popłakałem. Ale jak wróciliśmy do centrum, to już było spoko, bo tam pełno ludzi wypełzło z domów, bo takie prawie lato u nas. Nawet mama kupiła mi krem do opalania :)
W niedziele za to jak spacerowałem z tatą to wystraszyła mnie najpierw kaczka, potem karetka... Taki płaczliwy coś jestem, ale obiecuję, że jak tylko ząb wyjdzie to będę z powrotem sobą. A poza tym babcia i dziadek już za trzy dni będą, więc będzie dużo zabawy, nie to co z tymi nudnymi rodzicami...









2 komentarze:

IRENKA pisze...

E gdzie tam najlepsza zabawa to z rodzicami.Dobrze Ilonko, że zrobiłaś zdięcia w mieście to mniej więcej wiemy jak sie ubrać i co wziąść.
A z mewami to Antoś napewno sie zakumpluje jeszcze będzie ich karmił jak urośnie:-))) bo teraz to faktycznie dla tak małego dziecka to ten krzyk jest nieprzyjemny.

IRENKA pisze...

Antoś ale masz sliczny podkoszulek i sweterek też bardzo Ci w tym ładnie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...