Jedliśmy prawdziwą włoską pizze i pyszne tiramisu zrobione przez mamę Milo Szumi. Po czterech godzinach zabawy ciężko było się rozstać, ale mama chciała się wybrać z Olą na imprezę, więc o 21 trzeba było był w łóżkach. Jak zwykle Maja zasnęła pierwsza, ja padłem dopiero po 22. Mama też już prawie padła, ale poszła z ciocią jeszcze kupić wino na stację, bo na tyle starczyło im sił. Jednak nie udało się im to, bo od 22 jest u nas prohibicja, więc kupiły sok i mleko. Potem mama próbowała znaleźć napisy do filmu Dziecko Rosemary przez dwie godziny, więc nawet nic nie obejrzały, bo już nie miały siły i ochoty.
Miało być o urodzinach, wybaczcie, poniosło mnie, bo dawno nie pisałem.
Milo ma tyle fajnych zabawek, nigdy się tam nie nudzę! Wczoraj nawet pokazał mi włoską książeczkę, którą jeszcze czytała jego mama bedąc w jego wieku. Ma też dużo instrumentów, Maja grała na cymbałkach, Milo na tamburynie a ja miałem grzechotki.
Szkoda, że urodziny są tylko raz w roku, bo teraz musimy czekać 6 miesięcy na moją imprezę.
2 komentarze:
Antosiu, widać na zdjęciach, że Mila urodzinowa impreza była na całego, i że bawiliście się wszyscy dobrze, czego zresztą Wam życzyłem w komentarzu do jednego z wcześniejszych postów, no i z czego się bardzo cieszę. Ale pobalowaliście długo; nawet ja rzadko kiedy tak późno wracam z imprezy:-). No i nie przejmuj się; pół roku minie jak z bicza trzasnął i znów będzie następna impreza!
Wszystkiego najlepszego dla Twojego kolegi Mila, bardzo ładny chłopczyk:-)
Ja lubię temperament włoski.....jest wesoło.Wszyscy ładnie się bawicie, a torcik rewelacja.....pychota.Antosiu za pól roku tak jak Twój dziadek Tosiek napisał bawimy się na Twoich urodzinach tym razem zapalisz na torcie dwie świeczki......ale będzie się działo.....haha ***
Prześlij komentarz