W końcu udało się! Tata musiał wybrać się do lekarki w Dublinie, więc nareszcie odwiedziliśmy Felicję, ciocię Marysię i wujka Marcina (czemu nie mamy foci?). Cały czas byliśmy zajęci zabawą. Fela ma tyyyle zabawek, a poza tym jest super kompanem zabaw. Goniliśmy się, bawiliśmy w chowanego, właziliśmy do tunelu, a potem się kąpaliśmy razem!
W niedzielę jak tata był u lekarza, poszliśmy z mamą ciocią Natalią i wujkiem Markiem do pięknego Parku Phoneix. I mimo olbrzymiego mrozu (wiem, wiem, na zdjęciach nie widać, że zimno) udało nam się pospacerować godzinę. Nie dziwota, że jak wszedłem do ciepłego auta od razu walnąłem komara i to z ciastkiem w łapce. Całą drogę przespałem, a jak obudziłem się w Galway, nie chciałem wracać w ogóle do domu. Płakałem w garażu, windzie i na korytarzu. Chciałem do Feli...
2 komentarze:
Antoś, wierzę Ci na słowo, że naprawdę było mroźnie i zimno w tym parku Phoenix w Dublinie, choć trawka tam była już mocno zielona... Dobrze, że miałeś ze sobą porządny śpiworek i tę "niedźwiedzią" czapeczkę:-). Co do tęsknoty za Felą to ja to całkiem rozumiem. Żeby temu zaradzić, potrzebne byłoby chyba powiększenie rodziny:-).
Super fotę Feli strzeliłaś!
Prześlij komentarz