ps. w różowych butach i pomarańczowym podkoszulku jest Agnieszka, instruktorka zumby mamy:)
A tutaj ta sama piosenka w Bukareszcie, tam gdzie rodzice byli prawie trzy lata, a teraz jest wujek Lucek z ciocią Andreeą (pozdrooo :)
A tutaj Kraków, gdzie rodzice się poznali i gdzie studiowali :)
Idziemy do sklepu polskiego po słoiczki, bo trzeba zacząć jeść marchewkę, dynie i inne przysmaki :*
ps. mama mówi, że ten post będzie dla Was ciekawszy jak dodam jakieś swoje zdjęcie, więc na jej prośbę dodaję. Takie tam w piżamie... :)
3 komentarze:
Galway is happy, Bukareszt is happy, Kraków is happy, i Nowy Sącz is (a raczej will be) happy, kiedy Pacałek (może być w piżamie albo i bez) i jego rodzice przyjadą z Irlandii do Polski. Antoś w każdym ubiorze ślicznie wygląda, ale w tej kołyseczce to się chyba czuje jak orzeszek w skorupce, bo już zdecydowanie z niej wyrasta. A jeszcze nawet jednego ząbka nie ma...:-)).
:-)muszę się tego nauczyć ....Antoś już nie długo zatańczysz z babcią Irenką......
ale ta instruktorka dobra jest....jutro idę na zumbę do Juki...hihi:D
najważniejsze, że Ty jesteś happy! :) a ciotka nadrabia zaległości w czytaniu Antkowego bloga. wczoraj cały wieczór spędziła na oglądaniu zdjęć, filmików i czytaniu irlandzkich przygód Antka :p i jak zwykle się wzruszyła i zatęskniła jeszcze bardziej..
Prześlij komentarz