W sobotę, by kontynuować włoskie klimaty, otrzymaliśmy zaproszenie na kolację do pizzeri Costabello, czyli do sąsiadów z naprzeciwka. Mama kilka razy podpytywała mamę Milo o przepis na prawdziwą włoską pizzę, więc zaprosili nas i pokazali jak ją robią. Niebo w gębie... Ja zjadłem dość spory kawałek. Milo ma dopiero dwa zęby, więc on jadł swoje przetarte warzywka. Strasznie fajnie było, szczególnie to, że Milo ma pełno fajnych zabawek. Nawet ma Sofię żyrafę, którą ja niestety zgubiłem podczas moich wakacyjnych wojaży. Bawiłem się tak grzecznie, że nawet nie zauważyłem, że już pora spania i mama zabrała mnie do domu.
Zdjęcia już wkrótce, nas aparat jest zepsuty, ale mama poprosiła rodzicó Milo o przesłanie kilku zdjęc na mojego bloga.
Arrivederci!
ps 1. Mamy już zdjęcia. Nie dajcie się oszukać, że to u nas. Kuchnia wygląda tak samo w każdym mieszkaniu w naszym bloku haha.
ps 2. Milo ściągnął sobie skarpetkę przy jedzeniu, pamiętacie jak niedawno robiłem tak samo?
ps 3. Na zdjęciu pizza prosciutto crudo i pizza pomodori secchi con capperi. Mniam
5 komentarzy:
W tym Galway to zawsze jakies smakolyki, matka notuj wszystkie przepisy, włoską pizzą przyjaciele z Dublina nie pogardzą.
To są chyba specjalne foremki do pieczenia pizzy, z dziurkami.
Jak mama będzie miała przepis to upieczemy w grudniu, jak przyjedziecie:)))
No, Antoś wyraźnie podziwia widoczne na zdjęciu pizze. A jaka z niego emanuje pewność siebie! Szkoda tej Sofii żyrafki, fajna była...
Ale kochany ten Milo:)))
Antoś masz fajnego kolegę***
Prześlij komentarz