piątek, 24 października 2014

Bejdocek

Dawno nie pisałem, ale sam nie wiem czemu. Jakoś ciężko opisać mi co się dzieje nie dzieląc się z Wami zdjęciami. W dodatku ipad mamy w naprawie, więc naprawdę bida. Dziś mamie udało się ukraść taty ipada i zrobiła filmik jak jem obiad i jak puszczam całuski KLIK.  Filmik ważny,bo o łyżeczce. Dziś po raz pierwszy kilka razy nabrałem nią jedzenie i wcelowałem do buzi. Mama biła brawo i bardzo się cieszyła, ale jak zaczęła mnie nagrywać, to coś mi się pokiełbasiło z kolejnością i nabierałem troszkę sosu na łyżeczkę, biłem brawo a potem wkładałem ją do buzi.

Ale to dlatego, że jestem bejdokiem i na przykład jak bawimy się w gonitwę (przeważnie goni mnie mama na czworakach dookoła fotela i potem do sypialni), to w pewnym momencie zamiast uciekać to wracam do niej, żeby się przytulić, ale potem znów uciekam i piszczę. Albo jak spacerujemy i leje deszcz (co ostatnio się zdarza niestety dość często) to otwieram okienko w folii przeciwdeszczowej na wózku i wychylam głowę z groźną miną do innych przechodniów (jestem wtedy małym groźnym barankiem i wszyscy się uśmiechają, w ogóle się mnie nie boją!) Albo jak już zasypiam i prawie śpię i usłyszę ptaka za oknem, to przez sen wyciągam cumelka, mówię koko i wkładam go z powrotem i dalej śpię ♥

Oprócz tego jestem bejdokiem, bo usłyszałem, że nadeszła pora, że muszę wreszcie zacząć spać w łóżeczku swoim, a nie u mamy, i teraz w nocy boję się, że mnie tam przeniosą, więc dla pewności śpię na mamie (dopóki mnie nie odłoży). Natomiast jeśli chodzi o odpieluchowywanie, to chyba znów narazie odpuścimy, bo nie ma siły, która jest w stanie zatrzymać mnie na nocniku dłużej niż 30 sekund. Dlatego też mogę iść na kompromiś i zrobić kupę na podłodze w kuchni (tak jak dzisiaj), zamiast do pieluchy. Decyzja należy do rodziców. A apropos pieluch, to dziś jak wróciliśmy ze spaceru i mama przebrała mi pieluchę to znalazła w niej wiecie co? Nie zgadniecie! Cumelek! Po dwóch godzinach odcisnął się trochę na dupce, ale na szczęście sylikonową częścią do góry, więc o nim podczas spaceru zapomniałem (to znaczy mama ma taką nadzieję).

Poza tym nauczyłem się mówić "to!to!"i pokazuję paluszkiem jak chcę coś dostać, szczególnie jak jem kolację i rozglądam się dookoła kuchni co by tu ubrudzić kaszą. Rodzicom udaje się jeden raz na dziesięć razy zgadnąć o co mi chodzi, nieważne, że wyciągam łapkę daleko jak się da i coraz głośniej krzyczę "TO!", oni nie wiedzą co. Mama tylko ma nadzieję, że nie jestem aż taki zdolny i nie zacznę pytać "co to?" bo na to mamy jeszcze czas.

W tym miesiącu oprócz gonitwy, najlepsze zabawy to: włączanie okapu, przykładanie słuchawki domofonu do ucha mówiąc: tata, zabawa mikrofalówką, włączanie przycisków w windzie i uciekanie do mieszkań sąsiadów. Dziś mama musiała mnie siłą zabrać od cioci Agnieszki, a ostatnio wykorzystałem fakt, że mama parkowała wózek i uciekłem do Milo, bo właśnie wróciliśmy razem ze spaceru i jego mama też parkowała wózek. Ulubione zabawki to pudło, w którym przyszła taty kawa, autka, konik, kalendarz co dziadek kupił mamie, bo zamykany na gumkę i książki! Mama nie ma ipada to czyta te swoje czeskie książki, tata czyta cyfry na koncie, które mu rosną podczas gry w pokera. Więc i ja nie będę gorszy, siadam sobie sam w kąciku pod oknem ♥ biorę książeczkę o farmie, przeglądam i jak natrafię na kurę albo innego ptaka, to mówię magiczne słowo. Ale Wy już je znacie :)

Jeśli chodzi o taniec, to nie pogardzę dobrą muzyką. Jeśli jest tylko jakiś rytm, to moja mała dupka podskakuje nieważne czy stoję, czy siedzę czy jestem na rękach u kogoś. Tę piosenkę KLIK znalazła mama, po tym jak skopałem tatę w nocy po plecach i powiedział, że jestem małym karateką. Tak się składa, że bardzo lubię przy niej tańczyć. Jednak zła wiadomość jest taka, że jak tylko widzę, że ktoś próbuje mnie nagrać to od razu przestaję. Więc raczej nastawcie się na prezentację na żywo już za 50 dni.

A na koniec jestem bejdokiem, bo dziś jak byliśmy z mamą w bibliotece dla dzieci (zmotywowała nas Fela, która ma już swoją własnoręcznie podpisaną kartę biblioteczną i za sobą swoją pierwszą wypożyczoną książkę o wulkanach), to nie interesowały mnie śliczne książeczki i nowe zabawki. Najbardziej zainteresował mnie wózek biblioteczny na który w sekundzie zacząłem się spindrać. Jak już mama mnie stamtąd siłą ściągneła, piszcząc z radości powędrowałem do innych dzieci. W pierwszej kolejności do chłopca, który rozpłakał się, po tym jak go trochę chciałem przesunąć z krzesła. I poleciał do mamy zapłakany. A jego mama była zajęta, bo jakiś inny maluch przywalił głową w krzesełko obok niej i płakał, więc ona szukałą jego mamy. Do tego przyraczkował mały chińczyk i uśmiechał się do wszystkich. Ten mały co się rozpłakał zostawił na krześle książkę "Here comes the poo bus", czyli coś o autobusie zrobionym z kupy. Jak moja mama się na chwilę zainteresowała tą książką, ja już wpychałem paluszka do swetra jakiejś pani, a po chwili dorwałem czarną kredkę świecową i bardzo chciałem ją zjeść.



2 komentarze:

TONY pisze...

Antosiu kochany, czasami jednak są i korzyści w przypadku zepsucia się aparatu fotograficznego. To przecież dzięki temu byłeś zmuszony do napisania tak długiego i szczegółowego tekstu o swoich dokonaniach w ciągu kilku minionych dni. Zdjęcia (i filmy) pozwalają na upraszczanie zapisów, ale czasami widz nie może dostrzec pewnych rzeczy albo je niewłaściwie interpretuje. Ja na przykład - kiedy pijesz "herbatę" rooibos z olbrzymiego kubka trzymanego przez mamę - i nieustannie stroisz sobie żarty w tym czasie, nie wiem, czy odgrywasz sobie taką rolę "filmową", czy też przekomarzasz się z tatą, którego słychać w tle filmu. Ale z tym jedzeniem łyżeczką to wspaniała sprawa (oczywiście sprzątanie po tym jest wliczone w koszty eksperymentu:-)). Przecież Ty masz zaledwie roczek i dwa miesiące! No i w ogóle coraz więcej rozrabiasz; rodzice muszą cię coraz bardziej pilnować. Nie mogę się doczekać obejrzenia na żywo Twoich tańców, pewnie niejeden z nich odtańczysz do melodii śpiewanych przez Franka Kimono:-). Nie dziwię się, że tata nazywa Cię karateką, skoro nawet w tak spokojnym miejscu jak biblioteka potrafisz narobić niezłego zamieszania:-).

IRENKA pisze...

Dziadek ma racje, wpis jest długi i treściwy,dużo nam opowiedziałeś o sobie.Teraz rodzice już nie mogą Cie
spuścić z oka na spacerku na placu zabaw i gdziekolwiek jesteście a przecież Ty jesteś "Pacałek podróżnik"i tak się składa, że ciągle gdzieś podróżujesz z rodzicami.Już za nie długo znowu polecisz samolotem, teraz takie wyjazdy to wzmożona czujność dla rodziców mając takiego kochanego synka:)))trzymaj się "karateko"***

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...