Dziś raczej dzień bez przygód, spacerek na rynek po jajeczka i kilka warzywek. Na food markecie do pana grającego na gitarze przyłączył się chłopaczek i zaśpiewał z nim jedną piosenkę. Nie omieszkał odebrać swojej działki i po odśpiewaniu swojego wyciągnął z koszyka 2 euro :)
Bardzo mi się ten śpiew spodobał, może też zostanę ulicznym artystą? Chociaż patrząc na rodziców to talentu do śpiewania raczej nie mam po kim odziedziczyć... Mama mówi, że będę grał na kontrabasie. Najchętniej już zapisałaby mnie na lekcje, gdyby nie fakt, że kontrabas to nie ukulele i raczej go nie utrzymam. Muszę trochę podrosnąć a do tej pory pozostaje nam tylko słuchanie...
Na koniec powiem Wam jeszcze, że dziś jadłem pizzę i strasznie mi smakowała. Oczywiście na widok aparatu prezentowałem całą serię minek, więc ciężko wybrać kilka na bloga.
Tak czy siak moje kasowniki chciałem Wam zaprezentować. I bez skojarzeń z Yodą proszę!
5 komentarzy:
Antoś, z talentami do śpiewu nie jest tak źle; jak nie po rodzicach, to po obu dziadkach możesz je odziedziczyć (to znaczy jeśli nie same wątpliwe talenty, to przynajmniej odwagę do śpiewania publicznie). Ale masz dużo rozrywek w Galway! Minki przy jedzeniu pizzy są rozkoszne (co za pewność siebie przebijająca się przez nie), ale kasownik to przebój nad przeboje!
Dziadek Antoni ma rację, po dziadkach się dziedziczy więcej więc ... kto wie ? ;)jaka mieszanka z tego wyjdzie, będziemy trzymać kciuki. Śliczna sesja z pizzą, rewelacyjny model może w tą stronę pacałek pójdzie modelingu ;) hehe
Cieszę się, że Miłcia popiera moje poglądy, to bardzo MIŁE. A ja ciągle wracam do minki - kasownika, i nie mogę się napatrzeć, to rewelacyjne zdjęcie!
Mina kasownik jest prezentowana prawie kazdemu napotkanemu na spacerze, kto tylko nachyli sie do wozka, az trudno mi sobie wyobrazic co bedzie prezentowane dziadkom za 3 tygodnie :)
Prześlij komentarz