sobota, 9 sierpnia 2014

Muzeum i plaża

A w piątek poszliśmy do muzeum. Bardzo mi się spodobało, najbardziej podłogi i duże okna. Oraz mój głos, który odbijał się od ścian i słychać było go na wszystkich trzech piętrach haha taki byłem podekscytowany obcowaniem ze sztuką. Po wyjściu z muzeum pooglądaliśmy ptactwo wodne. A pod samym domem przybiłem gwoździa w stylu klasycznym, na siedząco, ale najważniejsze było to, że wciąż trzymałem w łapce kowriga!
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Mama przełożyła mnie do łóżka, naładowałem baterie dość szybko, ale obudziłem się głodny jak wilk. Pochłonąłem potężną porcję obiadu i wyruszyliśmy na kolejną przygodę, czyli pieszo na plażę (ponad 4 km w jedną stronę). Po godzinie jak udało nam się w końcu dotrzeć do celu, okazało się, ze wiatr jest tak silny, że piasek unosi się na wysokość 10 centymetrów. Jak tylko wyrwałem się mamie z rąk i zacząłem uciekać stronę morza, nazbierałem go dość sporo w każdym zakamarku mojej buzi. Ale za to jaką frajdą była uciekać!
 
 
 
 
 
 
 
Trochę zazdrościłem Mai, że sobie może sama biegać po piasku. Może następnym razem się uda poplażować. Chociaż zostało niewiele czasu, Maja wraca już w piątek :(
 
Ech to Irlandzkie lato... Ze smutkiem opuszczaliśmy Salthill, ale na pocieszenie mama pozwoliła nam pobawić się na nowoodkrytym placu zabaw niedaleko plaży.

1 komentarz:

TONY pisze...

Pacałku kochany, ty masz nieustannie jakieś nowe zajęcia. To muzeum ma warunki, które Ci odpowiadają: obszerne korytarze i duże okna. No i na tych korytarzach wyczyniasz jakieś asany jogi, a zwiedzający są bardziej zainteresowani Tobą, niż dziełami sztuki:). A na plaży istotnie zapiaszczyło Cię dokładnie. Szkoda, że Maja musi już w piątek wyjeżdżać, bo mieliście fajne wspólne zabawy. Ale za niedługo znów się zobaczycie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...