W piątek po południu, mama zabrała Franka na szybki spacer przed spaniem, a my z tatą pojechaliśmy do bazy jego klubu nurkowego coś załatwić. Potem spotkaliśmy się i poszliśmy na piwko do najbliższego pabu. Nie ma nic piękniejszego niż rozpoczęcie weekendu od małego guinesska. Siedzieliśmy na ławce przed pabem, więc Franek się bujał w wózku, a ja mogłem śmigać na rowerze, rodzice pili piwko i rozkoszowali się tym faktem. Było to ich pierwsze wspólne piwo w pabie (no, prawie w pabie) od bardzo dawna. A wszyscy, którzy znają rodziców wiedzą, że oprócz miłości do siebie, pałają też silnym uczuciem do browarów, szczególnie czeskich ;)

2 komentarze:
I tak niespodziewanie spotkałeś się z mamą i braciszkiem.I okazało się, że było miło rodzice zadowoleni i dzieci też.Piwko mimo wszystko rozleniwia człowieka i można chwilę sobie rozkoszować smakiem tego trunku.Dobrze, że tata miał Franka przy sobie.Tak to prawda co Antosiu piszesz miłość Twoich rodziców do siebie i browarek od czasu do czasu to jest to.
Super można niespodziewanie i spontanicznie miło spędzić czas.
To wspaniale, kiedy cała rodzina spotyka się w pabie na guinnessiku i doskonale się bawi! Chcę też podkreślić, że rodzice kupili Ci bardzo fajny kask na rower, i w dodatku bardzo ładnie w nim wyglądasz. A Franuś będzie Ci chciał niedługo dorównać w umiejętności jazdy na rowerze, bo widzę, że już wyraźnie przymierza się do przebywania w pozycji siedzącej, szkrab mały. Obyście częściej mogli się tak razem bawić.
Prześlij komentarz