W piątek byliśmy na paradzie z okazji otwarcia jarmarku bożonarodzeniowego. Dzieci śpiewały o Rudolfie Czerwononosym i Jingle Bells. Była ciuchcia ze świętym Mikołajem i karuzela. Było bardzo nastrojowo i wzruszająco. Brakowało tylko śniegu i reszty rodziny :)
W sobotę do lidla wybraliśmy się z zamysłem kupienia jakiś drewnianych zabawek, ale po prostu jak zobaczyłem plastikową śmieciarę za 6 euro i zacząłem robić brum brum, to wypuściłem ją z rąk dopiero przy kasie, a potem idąc do łóżka spać.
Poskarżę się Wam, że wyrodna matka w połowie mycia okna stwierdziła, że jednak potrzebuje innego rodzaju relaksu i uciekła do kina. My akurat ucinaliśmy sobie drzemkę z tatą, więc nie wiedzieliśmy gdzie się podziała. Wiedzieliśmy tylko, że na pewno nie wypadła przez okno :) Ona nie przewidziała, że film na który poszła trwa 190 minut i że rozładuje się jej telefon w trakcie seansu. Chwilę zastanawialiśmy się z tatą gdzie jest, ale jak potem zaczęliśmy się bawić, to nawet nie wiedzieliśmy kiedy wróciła.
Wieczorem była u nas ciocia Slavina i wujek Alex (Ci, którzy organizowali Haloween KLIK). Ciocia karmiła mnie kaszką i w ogóle jest fajna, bo ma w Bułgarii siostrzeńca w moim wieku. A wujek jest śmieszny, bo mu się pomyliły słówka trochę jak chciał opowiedzieć o jakiejś tam tradycji wietnamskiej mówił o wietnamskiej cywilizacji hihihi, ale mu wybaczamy, bo na super francuski akcent.
Dziś poszedłem z mamą nad ocean, bo było bezchmurne niebo i musieliśmy nadrobić zapas słońca przez dni spędzone w domu przez grypę. Akurat jak tata dołączył do nas zachmurzyło się i zaczęło padać, więc pojechaliśmy do domu autem. Wieczorem mieliśmy lenia i nie chciało nam się wychodzić. Ale za to zorganizowaliśmy mega telekonferencję, na jednym skajpie Londyn - dziadek, na drugim Pekin - babcia, Ola i Majusia, na telefonie stacjonarnym Poręba a jeszcze potem ciocia Edyta i śpiewaliśmy sto lat wujkowi Mietkowi z okazji urodzin. Buziaki osobiście przekażemy
Poza tym tak jak babcia Irenka i ciocia Ola wywróżyły, dziś w windzie spotkałem Bambo (czyli bohatera mojej ulubionej książki) i bardzo się ucieszyłem do niego, on był trochę zaskoczony czemu aż tak.
Wieczorem mieliśmy koncert życzeń i tańczyliśmy i śpiewaliśmy sobie takie różne piosenki:
A tu kilka zdjęć:

2 komentarze:
Antosiu, gratuluję ci postawy na paradzie z okazji otwarcia jarmarku bożonarodzeniowego! Noc, pełno różnych ludzi, w tym na szczudłach, a także miotających ognie, głośne śpiewy i muzyka, a Ty jakby nigdy nic przechadzasz się z mamą i tatą i oglądasz to wszystko bez obawy:-) (widać to również na filmikach na You Tube). Nie przejmuj się, śnieg niedługo przyjdzie, a z resztą rodziny też się niebawem spotkasz. I nawet dobrze, że kupiłeś sobie plastikową śmieciarę, bo za to w Porębie będziesz miał dużo drewnianych zabawek. Doceniam też Twoją odwagę w czasie wycieczki nad ocean, kiedy to bawiłeś się deszczem padającym z nisko wiszących, ciemnych chmur. No i to, że bardzo się ucieszyłeś ze spotkania Bambo w windzie. Zazdroszczę Ci natomiast mega telekonferencji przez skajpa z dziadkiem Andrzejem z Londynu; też chciałbym z nim porozmawiać, bo jestem ciekaw, co u niego słychać, ale nie mam namiarów:-). A także cieszę się z Waszego koncertu życzeń i zabawy; ja też uwielbiam te piosenki.
Galway robi śliczne parady i to z różnych okazji, Irlandczycy potrafią się super bawić.Jak to miło popatrzeć Antoś jak sobie teraz biegasz sam pod okiem rodziców wzdłuż oceanu i nawet w pochmurną pogodę jaka zaczyna się na dobre w Galway. Piosenki w koncercie życzeń to moje ulubione można ich słuchać i słuchać i wciąż są aktualne zwłaszcza te w wykonaniu Czesława Niemena i Marka Grechuty.pozdrawiam:-)))
Prześlij komentarz