poniedziałek, 20 czerwca 2016

Złamany obojczyk

Informacja dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą. W sobotę złamałem obojczyk skacząc z Milo po sofie, a raczej skacząc z niej, a dokładniej to turlając się z niej. Na początku narzekałem na szyjkę i poszedłem spać. W niedzielę nie mogłem podnieść rączki i mama zabrała mnie na izbę przyjęć do szpitala, tam zrobili mi zdjęcie i okazało się, że to obojczyk. Byłem dzielny przez większość czasu, miałem tylko kilka chwil słabości, podczas których wylewałem morze łez; jak kazali nam usiąść na łóżku szpitalnym i czekać, jak podszedł pan doktor, żeby mnie zbadać i jak kazali mi stanąć na wadze, żeby dobrać odpowiednią dawkę leku przeciwbólowego. Przez większość czasu jednak miałem w głowie wózek widłowy, który marzył mi się już od dwóch miesięcy, a rodzice nie chceli mi go kupić. Mama obiecała mi go jeśli zgodzę się pojechać do szpitala (tak jakbym miał jakikolwiek wybór hehe). Poza tym bardzo interesował mnie niemowlak z rozwaloną głową, który raczkował po tej samej sali. Też był dzielny, płakał tylko na widok doktora tak jak ja :)
Po godzinie z hakiem udało nam się opuścić szpital, drugie tyle spędziliśmy w korku w drodze po wózek widłowy.
Mamie pękało serce, ale była ze mnie bardzo dumna, bo byłem najsłodszym dzieckiem na świecie wychodząc ze szpitala z misiem w łapce, druga łapka w temblaku a na twarzy uśmiech numer jeden. Każde dziecko dostaje misia w szpitalu.

Dziś byliśmy na konsultacji w innym szpitalu. Ortopeda powiedział, że to najlepszy rodzaj złamania jaki może się przytrafić trzylatkowi. Za trzy tygodnie mogę odłożyć temblak, za sześć wszystko powinno być już zagojone. Za pięć tygodni wracam tam na prześwietlenie. W międzyczasie mogę używać rączki, która wystaje z temblaka do zabawy, nie mogę tylko używać jej do wspinaczki. Póki co dzielnie znoszę kontuzję, nie dostaję środków przeciwbólowych, ładnie śpię, nie mam apetytu, ale to zrozumiałe przy takich emocjach. Tęsknię za tatą, mam nadzieję, że szybko wróci, bo nie mam pojęcia ile to jest cztery dni...

W szpitalu byłem już po raz drugi, nie wiem czy pamiętacie... KLIK












3 komentarze:

IRENKA pisze...

No tak Antosiu dla babci to była bardzo zła wiadomośc.Byłam wtenczas na dłuższym pobycie
w Krakowie w odwiedzinach jak mamusia Twoja do mnie zadzwoniła.I od tej pory jestem smutna.
Jeszcze patrząc na zdjęcie rentgenowskie jeszcze bardziej się przejęłam tym.
Kochany mój tak sie martwię czy pod samym temblakiem zrośnie sie prawidłowo.
Dzieci takie duże jak Antoś też wymagają ostrzeżeń, że niektóre zabawy mogą się skończyć
żle.I muszą być pod baczną opieka dorosłych. Antosiu babcia Irenka jest z Tobą w tych trudnych chwilach dla Ciebie.Masz kochanych rodziców i braciszka koło siebie to na pewno
to Ci pomoże.Ale na przyszłość słuchaj mamy i taty bo oni wiedzą najlepiej co Ci może
zaszkodzić:D trzymaj sie dzielnie Antosiu**** Kochająca babcia Irenka:-)

TONY pisze...

Antosiu kochany, bardzo się wczuwam w to, co przeżywałeś w związku z tym smutnym wydarzeniem, i niezmiernie Ci współczuję, a w czasie czytania tego, co na ten temat tak ładnie napisałeś, mnie również łzy bardzo mocno cisnęły się do oczu... Tym bardziej, że widzę, jaki jesteś dzielny i jak starałeś się przemóc swoje obawy przed spotkaniem z doktorem, chociaż co do tego pewne doświadczenie już miałeś, bo równo jeden rok i dwa miesiące temu też odwiedziłeś szpital... To bardzo miłe, że w Galway każde małe dziecko po takiej wizycie otrzymuje misia. Szkoda tylko, że nie zamieściłeś tu zdjęcia wymarzonego wózka widłowego, który będzie ci umilać okres rekonwalescencji.
A teraz musisz ostrożniej się bawić, żeby kontuzja szybko i całkowicie się zagoiła. I pamiętaj, że w mieszkaniu, spadając z różnych mebli, ląduje się znacznie twardziej, niż w specjalnych miejscach zabaw, zawsze zapewniających "miękkie" lądowanie...:-).

Krystyna pisze...

Antosiu, nic sie nie martw, obojczyk sie szybko zrosnie i znowu bedziesz mogl sie beztrosko bawic.
Zyczymy Ci zebys szybko wyzdrowial. Ucaluj tez Franciszka od nas

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...