Goście, goście i po gościach. Pobyt babci Miłci i Jerzego można podsumować cytatem z Kochanowskiego: "pełno nas, a jakoby nikogo nie było". Otóż mimo tego, że byli u nas, przez większość czasu ich nie było. Bardzo ambitnie podeszli do pobytu i zwiedzali bardzo intensywnie: Dublin, klify, ostrygi u Moransa i każdy pub z muzyką na żywo w Galway:) . Mimo to wspólnie udało nam się zaliczyć kilka dzikich sesji na placach zabaw, zakupy (bez mamy), wycieczkę po Connemarze, spacer po plaży i Barna Woods potańcówkę i rejs statkiem.
2 komentarze:
Antoś, nie byłbyś sobą, żebyś nie skorzystał z okazji i nie wrzucił z pół tony sporych kamyczków do wody:-); to mi się podoba! Jednak dzięki gościom bardzo intensywnie zwiedzałeś okolice Galway, i to, jak widać, często przy zdrowo wiejącym wietrze. Wszystkie zdjęcia z wycieczek są śliczne, a szczególnie pięknie wyglądacie Ty i Twoja mama na zdjęciach z rejsu statkiem. Dobrze też, że przypomniałeś, iż "Guinness is good for me" także; nie omieszkam niebawem z tej rady skorzystać:-)!
No fajnie fajnie Antosiu!Widzę, że zabrałej na rejs Twój ukochany traktor "Tom"
U Was widać jest chłodno, dobrze, że goście przyjeżdżają z Polski to oprowadzasz ich
po pięknych okolicach Galway.I na plaży też byłeś z rodzicami super..............
wspomnienia zostaną***
Prześlij komentarz