Pewnie zastanawiacie się czasem jak wygląda nasz dzień, gdy tata wychodzi do pracy. Otóż każdy wygląda inaczej, mimo tego, że bardzo staramy się (a raczej mama) wbić w jakąkolwiek rutynę.
Dzień zaczyna się koło 6 rano, wtedy budzi się Franio, mama karmi go i zanosi go do taty. Jeśli noc jest bardziej kiepska i Franek obudził się więcej niż raz (ostatnio postanowiliśmy nie spać od 2giej do 6tej) mama puka w ścianę i tata sam po niego przychodzi. Franek na foteliku towarzyszy tacie w przygotowaniach do pracy (prysznic, śniadanie). Wtedy my z mamą smacznie śpimy do godziny 8ej. Tata wychodzi z domu, Franek wraca do nas i nas budzi, pije mleko i sam zasypia :)
Jego drzemka trwa jakieś 20 minut, wtedy mama nieskutecznie namawia mnie, żebym się pozwolił ubrać. Po godzinie protestów i skakania po łóżku i biegania z gołą dupka po domu, jestem ubrany i mama robi nam śniadanie, wtedy ja się bawię a Franek patrzy na to co robię w foteliku. Jemy z mamą śniadanie i pijemy rooibos. W międzyczasie Franek robi się znów śpiący i marudzi, mama zanosi go do łóżeczka, gdzie zasypia sam. Wtedy mama rozpakowuje zmywarkę, sprząta po śniadaniu, wstawia do gotowania zupę (jeśli nie ma z wczoraj), nastawia pranie, sprząta ubrania, ścieli łóżka i zagląda do szafek i lodówki, sprawdza czego brakuje i robi listę zakupów. A ja się bawię w międzyczasie wypowiadając milion razy: mama baw... Mama zaczyna się bawić, ale po dwóch minutach Franek się budzi i trzeba go nakarmić.
Potem zaczynają się przygotowania do spaceru, ale namawiać na spacer mnie długo nie trzeba, jak tylko widzę, że mama ubiera okulary i wkłada do wózka Franka, wskakuję na deskę przy wózku i jestem gotowy. Najwięcej czasu zabiera przekonanie mnie do ubrania butów i kurtki, w międzyczasie mama i Franek są gotowi, a ja uciekam znów po domu i chcę wychodzić na spacer w skarpetkach.
Jak już uda nam się wyjść z domu, przy dobrych wiatrach jest godzina 11, przeważnie 12ta. Czasem idziemy na zakupy, czasem do Mai w odwiedziny, a czasem na plac zabaw, a czasem wszystko na raz. Po 14tej wracamy, Franek dosypia w wózku, jemy zupę, potem ja się bawię i namawiam mamę (mama baw) a mama zaczyna robić obiad i co jakiś czas przychodzi się ze mną pobawić. W marzeniach mamy ja ucinałbym sobie wtedy drzemkę i mama mogłaby np. poczytać gazetę, poćwiczyć, poleżeć albo po prostu usiąść i nie robić nic. Niestety od ponad tygodnia odmawiam spania w dzień, co ciekawe wieczorem nie jestem zmęczony i chodzę spać jak zwykle koło 21...
Potem budzi się Franek, jest bardzo głodny i je długo, za to ma super humorek i gada z rybami albo czymś co akurat widzi na ścianie. Mama kończy robić obiad, przychodzi tata, jemy, Franek idzie na drzemkę i potem w zależności od pogody albo bawimy się w domu albo jedziemy gdzieś na wycieczkę.
Najcięższe są dni, kiedy pogoda jest tak paskudna, że nie da się wyjść z domu. Wtedy ja skaczę po ścianach, a mama rwie włosy z głowy, Franek nie może mocniej zasnąć i chce być na rękach u mamy, ja się robię zazdrosny i jest nieciekawie. Dlatego też przeprosiliśmy się z irlandzką pogodą i ani deszcz ani wiatr nie są nam straszne. I potwierdzamy, że nie ma złej pogody tylko źle ubrane dzieci, hehe. Oczywiście nie mamy tu na myśli huraganu :)
Wczoraj na spacerze nie byliśmy zbyt długo, więc wieczorem zaczęła mi bić szajba, czego świadkami na skajpie byli dziadkowie z Poręby. Dlatego dziś mama postanowiła mnie wymęczyć i ponad dwie godziny maszerowałem czasem w deszczu, czasem w słońcu przy dużym wietrze od czasu do czasu wskakiwałem na deskę jak trzeba było przejść się przy ruchliwej ulicy albo przejść na drugą stronę. Wymęczyłem się tak, że pierwszy raz w życiu zasnąłem podczas jedzenia obiadu. Tata wyszedł do Franka, mama sprzątała ze stołu i jak odwróciła się to już spałem w foteliku :) Mama wzięła mnie na ręcę, gdzie dospałem pół godzinki, a potem mnie obudzili, tzn. do pokoju przyszedł głodny Franek. Niestety ta drzemka dodała mi znów energii, jest 21.14 mama pisze, a ja czytam książki i każde auto w książeczce przeżywam: patrz! patrz!
Kilka foci z dziś na potrzeby dokumentacji posta: spacer ruchliwą ulicą (na desce!) jest dla mnie największą atrakcją, gdyż ostatnio przeżywam fascynację lawetami i dźwigami (zauważcie, że ten dźwig lewituje!!!). Jak przyświeci słońce to kochamy ten kraj, pokrzywy pachniały tak pięknie w słońcu. Ale za kilka minut złapał nas lodowaty deszcz, brrrr. Kolejna atrakcja to myjnia ręczna, która jest zaraz obok naszego sklepiku z warzywami (do domu je wiezie Franek). I znów słoneczko, cieszymy się bardzo i zbieramy kamyćki z tej radości. Potem pomagam mamie przy obiedzie (dziś humus z warzywami i pitami, które sam wałkowałem) a Franek gada z rybami (zawsze ma im wiele do powiedzenia). A na koniec Nyska, którą kupiła mi mama w polskim sklepie. Te autka są ułożone na stanowisku z wędlinami, a że zażyczyłem sobie kiełbasę i mama czekała w kolejce, jakoś tak wyszło, ze wrzuciła ją do koszyka razem z kiełbasą. Ja byłem bardziej zainteresowany jedzeniem bułki, którą sobie po prostu wziąłem z półki w sklepie. A teraz ją kocham i mówię na nią bananowy autobusek :) A to przez ostatnią naukę kolorów (żółty jak banan, hehe). Na koniec drzemka na mamie i zabawy z tatą.
Oczywiście są też takie dni, że do 12tej jesteśmy w piżamach i oglądamy bajki i mama ledwie rzuci mi coś do jedzenia na stół tudzież na podłogę, gdzie się bawię :) Ale na szczęście zaczyna się irlandzkie lato (plus 10 stopni hehe) i takie dni zdarzają się coraz rzadziej.



















4 komentarze:
Dzień Twój Antosiu jest bardzo wypełniony i zabawą i obowiązkami.
Ale ze wszystkim bardzo dobrze sobie radzisz.Mama Twoja czuwa
nad całym rozkładem dnia i dzięki temu masz możliwość pójść na spacer,
pobawić się z braciszkiem,porzucać kamyczki do wody to jest przecież ulubiona
Twoja rozrywka.Pomagasz też mamusi w jej codziennych obowiązkach.Nawet tatuś Twój
zabawia Franciszka rano przed pracą abyś mógł sobie dłużej pospać z mamusią.
A spacery z mamą masz bardzo atrakcyjne dużo na nich sie dzieje nawet jak nie ma pogody.
Zakupy w sklepie pamiętam jak z babcią chodziłeś u nas do sklepu kupowaliśmy kołacze z
serem bardzo ich lubiłeś zjadałeś prawie cały kołacz zanim doszliśmy do domu.Babcia mówiła, że to jest biała czekolada i to bardzo Ci smakowało.Wybierałeś też "Beskidzkie łakocie"
pałeczki oblewane czekoladą ale gorzką i też zjadałeś ich w mik.Babcia bardzo lubiła chodzić z Tobą na zakupy i jeździć na wycieczki.A taką Nysę którą kupiła Ci mama w polskim
sklepie rewelacja.Bananowy autobusik juz nie długo byłby nam potrzebny na wyjazdy
rodzinne szkoda, że to tylko zabawka.Kochany Antosiu życzę Ci aby każdy dzień Twojej rodzinki był wyjątkowy dużo słoneczka, pięknej pogody i ciekawych wycieczek:-))))
Ciekawe i urozmajcone sa twoje dni Antosiu, kochaj i caluj swoja mamusie, za to ze wam to umozliwia
Antosiu, pierwsze wrażenie z Twojego opisu tak zwanego dnia codziennego jest takie, że jest on bardzo długi i bardzo urozmaicony. A Ty z Franiem raczej nie stwarzacie swoim rodzicom możliwości opracowania powtarzalnej rutyny działania, co Wam pewnie sprawia frajdę, ale rodzicom już niekoniecznie:-). Po tak intensywnych i różnorodnych zajęciach z Wami, rodzice z pewnością zasłużyliby na chwile spokojnego odpoczynku, ale jednak dają pierwszeństwo Wam, kochane bobasy, za co Wy ich wynagradzacie swoim uroczym zachowaniem, uśmiechem, miłością i szybkim rozwijaniem się, a dzięki blogowi oraz zdjęciom i filmikom i my, dziadkowie, otrzymujemy również wiele radości. Chcę tu jeszcze raz podkreślić, że te zdjęcia i filmiki są bardzo przemyślane i dzięki temu łatwiej nam jest sobie wyobrazić, jak naprawdę wygląda Wasze życie tak daleko od nas. Na przykład piękne jest zdjęcie kwitnących magnolii, które wyglądają jak drzewka. Mam nadzieję, że za niedługo podobne zdjęcie będzie mogła mama zrobić również przy naszym domu obok Gorczańskiej, gdzie babcia Irenka posadziła dwie magnolie, ale nie są one jeszcze tak duże, chociaż kwiaty jednej z nich mają identyczny kolor. Natomiast co do zdjęcia z zabawami z tatą to nie jestem pewien, czy Ty tam tańczysz, czy też biegniesz tak szybko? No i jestem ciekaw, czy w tej myjni samochodowej obsługiwałeś już lancę wodną, czy jeszcze nie? A wydaje mi się też, że Franiu, gdy zacznie mówić, to będzie się domagał rekompensaty za wykorzystywanie jego powozu do transportu warzyw i owoców:-). Dziękuję serdecznie za wspaniały opis i zdjęcia!
Ale was sie duzo zrobilo:)
Prześlij komentarz