O oto zakończenie dzisiejszej sesji BLW z chilli con carne (dla mnie wersja bez chilli), okazało się, że moją pasją jest zgniatanie fasoli i ciecierzycy na miazgę zanim je włożę do buzi. A mięsem pokarmiłem tatę.
sobota, 27 września 2014
BLW
Nawet nie wiedzieliśmy, że to co wyprawiamy w Irlandii podczas posiłków ma swoją profesjonalną nazwę. Otóż moje jedzenie to w skrócie BLW czyli baby-led weaning albo bobas lubi wybór. U nas to trochę oszukane blw, bo mama jednak czasem łyżeczki ukradkiem podaje do zdjedzenia... Chociaż przy niektórych potrawach nie trzeba, bo sam pochłaniam całe sam (kromeczki, jajecznica, makaron z sosem). Więcej o tym tu KLIK, a tu blog z inspiracjami dla nas KLIK, zastanawiamy się tylko gdzie tu kupić amarantus ekspandowany hehe.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
No widzisz, Antoś, nawet bez znajomości teorii potrafiłeś sobie świetnie poradzić z najnowszymi trendami w żywieniu bobasów! Wygląda to wszystko na dość skomplikowaną procedurę, ale zaproponuj rodzicom udział w szkoleniu na temat BLW, to pewnie będzie im lżej na duchu:-)). Założę się zresztą, że już teraz swobodnie rozróżniasz dźwięk spadającego banana od dźwięku rozsypanej kukurydzy:-)).
hehe, to rozumiem, ze takie duze maluchy jak Ty mają swoje przywileje i mogą sobie pozwolić na jedzenie bez granic (stolika).. a co do tego amarantusa, to ciotka sobie ostatnio kupiła (pod wpływem jakiegoś bloga wegańskiego chyba) w Auchan na dziale żywności ekologicznej tudzież bezglutenowej. jest lekki i wygląda jak rozdrobniony styropian :) ale w smaku taki sobie :/ troche jakby gorzkawy. ale z jogurtem/kefirem + owocami da sie zjeść. P.S. przepisy z podanej stronki też mi sie podobają, bo lekkostrawne. tylko robić sie nie chce..
Prześlij komentarz