Niestety wakacje w Polsce skończyły się szybko i trzeba było wracać. Na szczęście jest ze mną Maja, więc mam kompana do zabaw, kąpieli i do rozrabiania.
Po przylocie musieliśmy zostać w Dublinie, bo w sobotę był koncert mamy ukochanego zespołu na który czekała dwa lata. W dzień poszliśmy do zoo i wszystko byłoby super, gdyby ten głupi hipopotam nie otworzył olbrzymiej paszczy i mnie nie wystraszył. Od tego momentu każde zwierzę przyprawiało mnie o głośny płacz. Dopiero na lodach się uspokoiłem. Była jeszcze z nami ciocia Natalia, która przyprowadziła kolegę Vratislava, Czecha (specjalnie dla mamy hahah).
Wieczorem zostałem z ciocią Natalią i Mają, ale jakoś nie byłem w najlepszym nastroju i co chwilę płakałem. Mimo tego, że miałem dwie super nianie, a Fela ma pokój pełen super zabawek co chwilę musiałem se pobeczeć i wymusić nową formę zabawy a tak naprawdę to chciałem, żeby ciocia nosiła mnie cały czas na rękach. Mama zestresowana na koncercie musiała się po pięciu piosenkach zmyć do domu (koncert był oddalony o pół godziny jazdy autostradą od mieszkania cioci Marysi). Ale dla mamy nie było najgorsze to, że musiała wracać z koncertu ukochanego Alexa Turnera, ale to, że jak już wrócili to zastała taki oto widok:
I nie, nie chodzi tu o moja brudną szyję (swoją drogą dalej nie wiadomo jak ją wybrudziłem), ale o to, że w drodze powrotnej mamy, zasnąłem u cioci na rękach, co oznacza, że mogła zostać dłużej na koncercie. Ale już ma nauczkę jak powiedziała, kolejny raz będzie się mniej przejmować.
Tymczasem w Galway zaliczamy z Maja kolejne place zabaw i kolejne plaże. Wczoraj musiałem bronić Maję przed krabami, które zaszły nam drogę w parku.




2 komentarze:
O jak miło znowu czytać bloga Antosia.Widzę Antoś, że wrażeń ciąg dalszy. Oj dzieje się dzieje u Was też dużo:-))))
Ja najpierw nawiążę do filmików z You Tube: Antoś czuje się w samolocie jak u siebie w domu; wykorzystuje wszystkie elementy (w tym stoliki składane) do natychmiastowej zabawy. No a powrót do Irlandii zaczął od rzeczywiście mocnego uderzenia: oglądanie w zoo w Dublinie takich wielkich zwierząt musiało na nim wywrzeć duże wrażenie:). Ale patrząc na zdjęcia (bardzo ładne!) można wywnioskować, że nie było tak źle, Antoś wyraźnie trzyma fason. Szkoda mi tylko mamy Pacałka, że niepotrzebnie się niepokoiła o Antosia i wyszła wcześniej z tak długo oczekiwanego koncertu po to tylko, żeby się przekonać, jak beztrosko śpi na rękach ciotki Natalki... A z tymi krabami w parku to bardzo pomysłowa akcja, chociaż Antoś zapewne musiał się tam wykazać jeszcze większą odwagą, niż w zoo:).
Prześlij komentarz