A wszystko za sprawą taty, który jest taki kochany, że zorganizował wycieczkę niespodziankę dla mamy, która miała bardzo ciężki okres w pracy i marzyła o wakacjach, których w tym roku za sprawą przeprowadzki nam brakło (a chyba wiecie już, że mama jest czechofilem i najlepiej czuje się u naszych południowo-zachodnich sąsiadów).
Tata jak zwykle zaplanował wszystko do perfekcji, ale do ostatniej chwili trzymał wszystko w tajemnicy.
Wyruszyliśmy w piątek do Ołomuńca, który rodzice zwiedzali już 10 lat wcześniej.
Tam, pozwiedzaliśmy starówke, zjedliśmy kolację w prawdziwej czeskiej hospodzie (m.in. knedliki z gulaszem, i piwem Pilsner, które tylko w Czechach smakuje tak jak powinno) a wieczorem oglądaliśmy bajkę o autach i jedliśmy naczosy.
W sobotę rano wyruszyliśmy do głównego celu wycieczki - wsi Mostek, a właściwie Souvrat, w okolicy Hradec Kralove. Tata znalazł dla nas piękną chatkę,nad strumykiem, przy lesie, bez zasiegu sieci (więc nie było bajek, telefonów i siedzenia na necie).
W chatce czekał na nas właściciel z żoną i córeczką, przygotowali wszystko na nas przyjazd, napalili w kozach, udzielili podstawowych informacji i pojechali do domu.
Zostaliśmy sami i na kolejne trzy dni przenieśliśmy się do raju. Właściele mają gromadkę dzieci, więc wszystkie ich zabawki (dinozaury, domy dla lalek, tory, auta, kredki itd) były do naszej dyspozycji. W niedzielę nadal padało, ale i tak było idealnie, bo my bawiliśmy się od rana grzecznie nowymi zabawkami, a rodzice czytali, rozmawiali i odpoczywali. Tata opanował palenie w kozach do perfekcji, więc było przytulnie, cieplutko, a zapach palonego drewna rozchodził się dookoła.
Po południu przestało padać, więc w gumiakach eksplorowaliśmy okolicę. Znaleźliśmy scieżkę prowadzącą do lasu, trampolinę, staw z rybkami i piaskownicę. Ale najbardziej spodobał się nam mały drewniany domek, znów pełen zabawek. Potem rozpaliliśmy ogień i piekliśmy kiełbasy na patyku (oczywiście Franek nie wytrzymał i zabrał się za konsumpcję kiełbasy na surowo, haha).
W poniedziałek rano w planach było wyruszenie w dalszą trasę, tata chciał nas zabrać na safari (tak, dobrze widzicie, w środku Czech można przenieść się na prawdziwe safari z PRAWDZIWYMI zwirzatkami z Afryki). Ale szkoda nam było opuczczać chatkę tak szybko, więc safri przełożyliśmy na kolejny raz, i zostaliśmy, żeby ponacieszać się domkiem jeszcze trochę.
Po południu zapakowaliśmy manatki i wyjechaliśmy w stronę Las Kralove, ale o tym i o największej atrakcji wyjazdu w kolejnym poście :)
6 komentarzy:
Bajkowo i cudownie i chłopczyki moje kochane takie śliczne :)
Jaki wspaniały wypoczynek mieliście!!! Śliczny domek w pięknej okolicy w otoczeniu natury, sposobności do zabawy i rozmaitych zabawek co niemiara, zrelaksowane buzie Antosia i Franusia oraz ich rodziców... Rzeczywiście jak w raju. I tylko trochę trzeba się było napracować, żeby przetrwać:-), ale to czysta przyjemność. Bardzo się cieszymy z Waszych tak udanych wakacji, chociaż lekko zazdrościmy:[).
wow, ale super miejscówka! pięknie tam i tak naturalnie.. i dzieci miały co robić :)
no nic tylko tam sie zaszyc i nie wracac...cudnie! Tycek dobrze Ci idzie planowanie wycieczek, bede musiala ci cos zlecic nastepnym razem ;)
Krasne tam! Ooo super że do bloga powróciłeś Antek! Klimacik tam bajkowy, rzeczywiście zarąbista miejscówka! Ojciec jednak romantyk, pamięta o Maminych fascynacjach Czechami.Fajnie że wypoczęliście no i zwłaszcza bez neta super! Polibky!
Jak to miło Marcinku,ze Ilonka zadowolona z wycieczki.Miejsce bardzo fajne,sielsko i przytulnie. A zabawek chłopakom nie brakowało.Po takiej przeprowadzce z Galway to odpoczynek bardzo się wszystkim udał.
Prześlij komentarz